PRIMAVERA PARTY V2.0

W  dniach  11-12  marca odbyło się, już po raz drugi, Primavera Party,
którego  głównymi  organizatorami  byli Pit i Magor. Tym razem imprezę
odwiedziło  mniej  osób  niż  w  roku ubiegłym, bo tylko około 300. Ta
niezbyt  duża frekwencja spowodowana była brakiem reklamy oraz tym, że
za  miesiąc  miało  się  odbyć  inne party. Podejrzewam więc, że część
scenowiczów  z braku pieniędzy postanowiła pojawić się tylko na jednym
party.

Wróćmy  jednak  do  rzeczy.  Party odbywało się w tej samej szkole, co
przed  rokiem,  tak  więc  nie  było żadnych trudności z trafieniem na
party-place.  Bilet  wstępu kosztował 12 zł. Mimo starań organizatorów
impreza  nie  była  sponsorowana  przez żadne firmy, tak więc wszystko
musiało   być  finansowane  z  wpływów  za  bilety,  co  było  powodem
realizacji programu minimum.

Przez cały czas miał działać bufet (zresztą całkiem niezły), niestety,
został  on  jednak  zamknięty  około  czwartej  nad  ranem,  tak  że w
niedzielny  poranek nie można było kupić nic do jedzenia ani do picia.
Ci,  którzy  przezornie nie zaopatrzyli się wcześniej, mogli coś zjeść
dopiero po dotarciu w okolice dworca.

Największą   atrakcją,   poza   oczywiście   samymi  konkursami,  były
zorganizowane  przez  Mr.  Roota  pokazy japońskich filmów animowanych
(MANGA).  Wbrew  pozorom  niektóre  z  tych filmów nie są przeznaczone
tylko  dla  dzieci, a raczej dla widzów nieco starszych i reprezentują
szeroki  przekrój  gatunków  -  od  komedii,  poprzez  przygodowe,  po
sensację,   science-fiction,  fantasy  i  horror.  Znakomita  animacja
spowodowała, że przez większość czasu sala była oblegana przez widzów.

Organizatorzy imprezy sprawdzili się. Pokazy odbywały się (z wyjątkiem
jednego) bez poślizgów, a selekcja prac pozwoliła oszczędzić przybyłym
oglądania  dzieł  pokroju  słynnej  już  "Damy z łasiczką". Wybór prac
zaprezentowanych   na   music   compo   jak   zwykle   wzbudził  pewne
kontrowersje.

Demonstrację  prac  konkursowych uatrakcyjniali (?) swoimi tańcami (?)
panowie  z  grupy  (komputerowej)  UP,  co do przeżyć estetycznych nie
należało.  Natomiast  rekreacyjnie  można  było  pograć przez chwilę w
kosza,  a  w  nocy  po  zakończeniu  compo,  także  obejrzeć  filmy na
big-screenie.

Trzeba  przyznać,  że  w  stosunku  do  ubiegłego  roku poziom imprezy
nieznacznie  się  podniósł. W grafice na przykład więcej było obrazków
własnych,  a  nie  tylko  przerysowanych  ze  znanych  obrazów  innych
twórców. Dowodem jest pierwsze miejsce, jakie zajął obrazek narysowany
przez Yogę, który wygrał już trzecie z kolei party.

Także  w  dziedzinie  ray-tracingu  zauważyłem  pewne  postępy.  Prace
zaczynają przedstawiać sobą coś więcej niż tlko kilka lustrzanych kul.
W przypadku muzyki poziom jak zwykle był bardzo zróżnicowany. Zaś dema
i  intra  nabrały jakby pewnego stylu, stały się bardziej harmonijne i
zgrane z muzyką.

W niedzielny poranek odbyło się ogłoszenie wyników i wręczenie niezbyt
dużych  nagród  (gdyby  przyjechało  więcej  osób,  to  nagrody byłyby
lepsze).  Pewnym  zaskoczeniem  okazały  się  wyniki  ray-compo, które
bardziej  przypominały kolejność wyświetlania prac niż odzwierciedlały
ich  jakość  (prawdopodobnie  zawiódł  program do liczenia głosów). Po
ceremonii rozdania nagród wszyscy uczestnicy rozjechali się do domów.

Generalnie  party nie było złe. Gdyby udało się zorganizować sponsorów
i  przyjechałoby  więcej  ludzi, organizatorzy z pewnością postaraliby
się  o  więcej  atrakcji.  Poziom  prac był raczej dobry. Tendencja do
rysowania  własnych  obrazków zasługuje na duże brawa. Cóż, poczekamy,
zobaczymy. Do zobaczenia na następnym party.

                                                        JETBOY/ELYSIUM